The Blog

Poziom niekompetencji

Nie macie czasami wrażenia, że niektóre osoby na wysokich stanowiskach w ogóle nie nadają się do swojej pracy? Jeśli popełniają błędy częściej, niż podejmują słuszne decyzje, jest spora szansa, że osiągnęli już swój poziom niekompetencji.

Poziom niekompetencji (zasada poziomu niekompetencji, zwana także zasadą Petera) to teoria autorstwa dra Laurence’a J. Petera. W swojej książce The Peter Principle napisał on: „w hierarchicznej strukturze każdy pracownik dąży do osiągnięcia swojego poziomu niekompetencji”.

Oznacza to mniej więcej tyle, że jeśli jesteś dobry w tym, co robisz, awansujesz. Awansujesz tak długo, aż osiągniesz stanowisko, na którym nie będziesz się sprawdzać (albo będziesz się sprawdzać dużo gorzej, niż poprzednio). A ponieważ brak Ci już umiejętności do kolejnego awansu… osiądziesz tam (wykonując swoją pracę gorzej, niż przed awansem).

Pomimo tego, że Peter pisał swoją książkę bardziej jako żart, jego teoria znalazła wielokrotnie potwierdzenie w praktyce i była przedmiotem badań. Ustalono m.in., że problemem nie jest stopień trudności zadań na kolejnym stanowisku, o wiele gorsza jest „inność” pracy, która wymaga zupełnie innych umiejętności. Jeśli na przykład pracujesz w fabryce i jesteś świetny w przykręcaniu śrubek, awansujesz na kierownika zmiany. Twoje umiejętności przykręcania śrubek stają się zupełnie zbędne, a potrzebne są umiejętności zarządzania zespołem ludzkim — których akurat możesz nie mieć.

Firmy dostrzegają zagrożenie wynikające z tego paradoksu i starają się mu przeciwdziałać. Jednym ze sposobów jest bardziej wszechstronne dokształcanie pracowników jeszcze przed awansem. Zatem w naszej fabryce śrubek najlepsi „dokręcacze” są wysyłani na szkolenia z zakresu zarządzania ludźmi, a awansują potem ci, którzy wykazują umiejętności potrzebne do pracy na kolejnym stanowisku. Innym zagrożeniem, z którym może się spotkać kierownictwo jest… udawanie niekompetencji. Pracownicy porównują wynagrodzenie i odpowiedzialność na swoim stanowisku oraz po potencjalnym awansie. W firmach, które nie oferują wykwalifikowanemu personelowi odpowiedniej gratyfikacji ludzie po prostu nie chcą awansować — a udawanie niekompetencji może w tym bardzo pomóc.

Konsekwencją tego ostatniego zachowania jest modyfikacja zasady Petera, nazywana „zasadą Diberta”. Sformułował ją Scott Adams, twórca rewelacyjnego komiksu o Dilbercie. Zasada ta mówi, że w dużych organizacjach osoby o najmniejszych kompetencjach są awansowane na stanowiska kierownicze, aby ich „zdolności” miały jak najmniejszy wpływ na pracę reszty zespołu (aby czynili jak najmniej szkód). Jest to dość logiczne: ci, którzy lubią swoją pracę i są w tym dobrzy chcą pozostać na swoich stanowiskach, a ci, którym nie idzie, szukają wyjścia — a dobrze wiadomo, że po korporacyjnej drabinie lepiej iść w górę, niż w dół.

Tę notkę dedykuję naszej klasie politycznej ;-)

  • http://fanatyk.org Fanatyk

    „Dilbert” to mistrzostwo świata spostrzeżenia w nim zawarte są pierwszoklaśne :]

  • http://fanatyk.org Fanatyk

    „Dilbert” to mistrzostwo świata spostrzeżenia w nim zawarte są pierwszoklaśne :]

  • http://olchowka.info/ Denver

    Co do niekompetencji pozwolę sobie podlinkować do siebie :) Może nie wszystkich co prawda interesuje sprawa kalkulatorów na maturze, ale zapewne są tu użytkownicy, którzy mają przed sobą tenże egzamin.

  • http://olchowka.info/ Denver

    Co do niekompetencji pozwolę sobie podlinkować do siebie :) Może nie wszystkich co prawda interesuje sprawa kalkulatorów na maturze, ale zapewne są tu użytkownicy, którzy mają przed sobą tenże egzamin.

  • http://costa.kofeina.net CoSTa

    ciekawe, nie powiem… pawle, jak się nazywa zasada awansowania przez włazidupstwo? nijak ma się to do kompetencji czy ich braku, gra typowo ludzki czynnik przypobania się komuś silniejszemu/mocniejszemu/wyższemu w hierarchii. o, na pewno powstała na ten temat niejedna książka czy insza praca naukowa (ludzie na prawdę potrafią się nudzić) i może wiesz coś na ten temat.

    spoko, żadnych podśmiechujek sobie tu nie urządzam ani nie kpię z wpisu. jeśli taka praca powstała to utwierdzę się jedynie w przekonaniu o motywacyjnym działaniu nudy a to woda na mój młyn i poważny argument w małżeńskiej wojnie o to kto sprząta w weekend. w końcu będę mógł się powołać na taką książkę i namówić żonę na nudzenie się od rana do wieczora. kto wie, może z tego tez by się jakas praca urodziła ;)

  • http://costa.kofeina.net CoSTa

    ciekawe, nie powiem… pawle, jak się nazywa zasada awansowania przez włazidupstwo? nijak ma się to do kompetencji czy ich braku, gra typowo ludzki czynnik przypobania się komuś silniejszemu/mocniejszemu/wyższemu w hierarchii. o, na pewno powstała na ten temat niejedna książka czy insza praca naukowa (ludzie na prawdę potrafią się nudzić) i może wiesz coś na ten temat.

    spoko, żadnych podśmiechujek sobie tu nie urządzam ani nie kpię z wpisu. jeśli taka praca powstała to utwierdzę się jedynie w przekonaniu o motywacyjnym działaniu nudy a to woda na mój młyn i poważny argument w małżeńskiej wojnie o to kto sprząta w weekend. w końcu będę mógł się powołać na taką książkę i namówić żonę na nudzenie się od rana do wieczora. kto wie, może z tego tez by się jakas praca urodziła ;)

  • http://www.alexba.com Alex

    CoSta

    Jest rzeczą oczywistą, że kompetencje to tylko jeden z czynników awansu i nazywanie tej reszty „włazidupstwem” , czy przypodobaniem się silnemu jest bardzo duzym uproszczeniem sprawy. Inne czynniki są w praktyce co najmniej równie ważne, czego sporo ludzi zdaje się nie dostrzegać.
    Ja np. też szukam sobie do wielu zadań ludzi, których kompetencje są po prostu „good enough”, a do których mam zaufanie i dobrze mi się z nimi komunikuje. Wrzuć „wartość rynkowa” i „zaufanie w biznesie” w wyszukiwarkę na moim blogu, to zobaczysz co przez to rozumiem.
    Jeśli chodzi o wojnę z żoną, to możesz negocjować, albo też odpowiednio „wytresować” ja metodą małych kroków i pozytywnego wzmacniania ;-) Działa!! Know-how też znajdziesz u mnie, tylko nie wysyłaj tam żony :-) Kobiety są w tych sprawach na ogół lepsze od nas.
    Miłych „negocjacji”!!

  • http://www.alexba.com Alex

    CoSta

    Jest rzeczą oczywistą, że kompetencje to tylko jeden z czynników awansu i nazywanie tej reszty „włazidupstwem” , czy przypodobaniem się silnemu jest bardzo duzym uproszczeniem sprawy. Inne czynniki są w praktyce co najmniej równie ważne, czego sporo ludzi zdaje się nie dostrzegać.
    Ja np. też szukam sobie do wielu zadań ludzi, których kompetencje są po prostu „good enough”, a do których mam zaufanie i dobrze mi się z nimi komunikuje. Wrzuć „wartość rynkowa” i „zaufanie w biznesie” w wyszukiwarkę na moim blogu, to zobaczysz co przez to rozumiem.
    Jeśli chodzi o wojnę z żoną, to możesz negocjować, albo też odpowiednio „wytresować” ja metodą małych kroków i pozytywnego wzmacniania ;-) Działa!! Know-how też znajdziesz u mnie, tylko nie wysyłaj tam żony :-) Kobiety są w tych sprawach na ogół lepsze od nas.
    Miłych „negocjacji”!!

  • http://bronikowski.com opi

    Heh! ,,Dilbert Principle” jest jedną z moich ulubionych książek. IMHO we współczesnym świecie zasada stworzona przez Adamsa ma lepsze przełożenie niż stara zasada Petera.

  • http://bronikowski.com opi

    Heh! ,,Dilbert Principle” jest jedną z moich ulubionych książek. IMHO we współczesnym świecie zasada stworzona przez Adamsa ma lepsze przełożenie niż stara zasada Petera.

  • http://www.robert.c-f-h.com Robert Pankowecki

    Tak, to by się zgadzało. Większość nauczycieli, zostając nimi właśnie osiąga swój pierwszy i ostatni poziom niekompetencji.

  • http://www.robert.c-f-h.com Robert Pankowecki

    Tak, to by się zgadzało. Większość nauczycieli, zostając nimi właśnie osiąga swój pierwszy i ostatni poziom niekompetencji.

  • http://costa.kofeina.net CoSTa

    alex: szacunek! przeglądam twojego bloga (co prawda póki co lekko pobieżnie ale przyjdzie czas i na wgłębienie się w niuanse) i faktycznie – żona nie może go zobaczyć :). za dużo tam cukierków, z których mogłaby zrobić nieodpowiedni (bo na mnie) użytek :)

    ad rem: trochę o nieco inną kwestię mi chodziło. dla mnie kompetencje nijak się mają do charakterologicznych (nazwę to tak ładnie) cech także w niektórych (tfu) układach międzyludzkich obecnych i nimi rządzących. w skrócie: o lizanie tyłka przełożonym chodzi. trzeba mieć jednak do tego odpowiednie predyspozycje/uwarunkowania psychiczne. jest to jedna z chyba najlepiej prosperujących ścieżek kariery w niektórych firmach, gdzie kompetencje schodzą na plan dalszy a wytwarzają się takie właśnie (tfu) układy. miałem kilka razy okazję obesrwować (któż swoją droga nie ma?) rozwój kariery jakiegoś osobnika własnie na takiej ściezce. i co? równie, jak nie bardziej, skuteczna metoda od rzeczonych kompetencji! to zatrważające ale przy sprzyjających warunkach (swój ciągnie swego wyżej i wyżej a ten swoich) potrafi szybko opanować całą firmę kładąc kompetencje kompletnie na łopatki. kończy się to róznie – czasem jest to przecinane wejściem jakiegoś zewnętrznego czynnika, powiedzmy menedżera, który rozwala takie misterne układanki i jest powszechnie za to nienawidzony (no ale to jego praca i doskonale wie co robi i z jakim się to spotka przyjęciem i dlatego bierze za swoją pracę tyle ile bierze :)). czasem zaś właściciel/zarząd/akcjonariusze budzą się za późno i firma grzeźnie w personalnych rozgrywkach zamiast skupiać się na zarabianiu pieniędzy. to już polityka w czystej postaci a to się w 90 przypadkach na 100 kończy niedobrze.

    wracając do żony – też tu prowadzimy krecią politykę i jak najbardziej jesteśmy tego świadomi. tyle że małżeństwo to nie firma i możemy bawić się konwencjami. w końcu trzeba coś robić przez te dziesiątki (mam nadzieję :)) lat wspólnego pożycia i nie popaść w marazm kompletny. to pomaga zachować sprawność intelektualną. stąd i prośba o jakieś pozycje pisane dotczące takich dla mnie stosunkowo oczywistych tematów, na podstawie których tworzy się całe teorie, formułuje tezy, wypisuje regułki, słowem – bije się pianę. ja mam teorię, że to z nudów. i jakoś muszę żonie udowodnić, że nuda potrafi być na prawdę inspirująca :). ot by przeleżeć weekend w wyrze nudząc się i mieć na to jakieś (z nudów oczywiście tworzone) pseudonaukowe wytłumaczenie. to będzie silny argument! :)

  • http://costa.kofeina.net CoSTa

    alex: szacunek! przeglądam twojego bloga (co prawda póki co lekko pobieżnie ale przyjdzie czas i na wgłębienie się w niuanse) i faktycznie – żona nie może go zobaczyć :). za dużo tam cukierków, z których mogłaby zrobić nieodpowiedni (bo na mnie) użytek :)

    ad rem: trochę o nieco inną kwestię mi chodziło. dla mnie kompetencje nijak się mają do charakterologicznych (nazwę to tak ładnie) cech także w niektórych (tfu) układach międzyludzkich obecnych i nimi rządzących. w skrócie: o lizanie tyłka przełożonym chodzi. trzeba mieć jednak do tego odpowiednie predyspozycje/uwarunkowania psychiczne. jest to jedna z chyba najlepiej prosperujących ścieżek kariery w niektórych firmach, gdzie kompetencje schodzą na plan dalszy a wytwarzają się takie właśnie (tfu) układy. miałem kilka razy okazję obesrwować (któż swoją droga nie ma?) rozwój kariery jakiegoś osobnika własnie na takiej ściezce. i co? równie, jak nie bardziej, skuteczna metoda od rzeczonych kompetencji! to zatrważające ale przy sprzyjających warunkach (swój ciągnie swego wyżej i wyżej a ten swoich) potrafi szybko opanować całą firmę kładąc kompetencje kompletnie na łopatki. kończy się to róznie – czasem jest to przecinane wejściem jakiegoś zewnętrznego czynnika, powiedzmy menedżera, który rozwala takie misterne układanki i jest powszechnie za to nienawidzony (no ale to jego praca i doskonale wie co robi i z jakim się to spotka przyjęciem i dlatego bierze za swoją pracę tyle ile bierze :)). czasem zaś właściciel/zarząd/akcjonariusze budzą się za późno i firma grzeźnie w personalnych rozgrywkach zamiast skupiać się na zarabianiu pieniędzy. to już polityka w czystej postaci a to się w 90 przypadkach na 100 kończy niedobrze.

    wracając do żony – też tu prowadzimy krecią politykę i jak najbardziej jesteśmy tego świadomi. tyle że małżeństwo to nie firma i możemy bawić się konwencjami. w końcu trzeba coś robić przez te dziesiątki (mam nadzieję :)) lat wspólnego pożycia i nie popaść w marazm kompletny. to pomaga zachować sprawność intelektualną. stąd i prośba o jakieś pozycje pisane dotczące takich dla mnie stosunkowo oczywistych tematów, na podstawie których tworzy się całe teorie, formułuje tezy, wypisuje regułki, słowem – bije się pianę. ja mam teorię, że to z nudów. i jakoś muszę żonie udowodnić, że nuda potrafi być na prawdę inspirująca :). ot by przeleżeć weekend w wyrze nudząc się i mieć na to jakieś (z nudów oczywiście tworzone) pseudonaukowe wytłumaczenie. to będzie silny argument! :)

  • http://zabawa.jogger.pl losamorales

    zdolnosci interpersonalne czy inteligencja spoleczna sa czesto duzo wazniejszym czynnikiem osiagania sukcesu od wiedzy i umiejetnosci praktycznych. zadne odkrycie. polityka jest wszedzie. jak u goffmana – zycie sklada sie z kulis i sceny – na scenie manipulujemy wrazeniami. tyle.

  • http://zabawa.jogger.pl losamorales

    zdolnosci interpersonalne czy inteligencja spoleczna sa czesto duzo wazniejszym czynnikiem osiagania sukcesu od wiedzy i umiejetnosci praktycznych. zadne odkrycie. polityka jest wszedzie. jak u goffmana – zycie sklada sie z kulis i sceny – na scenie manipulujemy wrazeniami. tyle.

  • http://www.alexba.com Alex

    CoSTa

    Co do tego, że to lizanie jest obiecującą ścieżką kariery w wielu firmach, to masz całkowitą rację. Powinniśmy jednak mieć na uwadze następujące czynniki:

    1) jakby na to nie patrzeć, to lizanie w tym konkretnym kontekscie źle wpływa na poczucie własnej wartości liżącego :-). Na początku te „pozytywne” rezultaty mogą przeważać, ale na dluższą metę to już różnie bywa. Nie każdy posiadacz ładnego domu i mercedesa jest szczęśliwym człowiekiem.
    2) żyjemy w czasach coraz intensywniejszej konkurencji i choć wiele jest jeszcze skansenów utrzymywanych z pieniedzy podatników, to bardziej zaczynają się (wreszcie!!) liczyć konkretne rezultaty. A o te, jak słusznie zauważyłeć w firmach praktykujących „management by a…… licking” coraz trudniej, bo dobrzy ludzie idą gdzieś indziej.
    3) i to jest w tym najgorsze: sporo ludzi interpretuje wszelkie objawy okazywania sympatii i szacunku przełożonym jako, jak to określiłeś, „lizodupstwo”. Tak nazywają to co prawda przeważnie przeważnie ci, którzy z racji rozpowszechnionego smutnego wychowania w dzieciństwie nie są do takich spontanicznych wyrazów sympatii zdolni, niemniej powoduje to wytworzenie swojego rodzaju presji społecznej na bycie w stosunku do innych zdystansowanym, obojętnym człowiekiem. Brrr…

    Wracając do Twojej sprawy lenistwa, to mgliście przypominam sobie, że gdzieś u mnie w Berlinie leży sobie na półce książka o tytule (moje wolne tłumaczenie) „Lenistwo to połowa sukcesu”. Jeśli znasz niemiecki a mnie uda się po przeprowadzce tę książkę znaleźć to służe uprzejmie. Musiałbyś tylko chwilkę poczekać, aż znad Wisły wrócę nad Szprewę.

  • http://www.alexba.com Alex

    CoSTa

    Co do tego, że to lizanie jest obiecującą ścieżką kariery w wielu firmach, to masz całkowitą rację. Powinniśmy jednak mieć na uwadze następujące czynniki:

    1) jakby na to nie patrzeć, to lizanie w tym konkretnym kontekscie źle wpływa na poczucie własnej wartości liżącego :-). Na początku te „pozytywne” rezultaty mogą przeważać, ale na dluższą metę to już różnie bywa. Nie każdy posiadacz ładnego domu i mercedesa jest szczęśliwym człowiekiem.
    2) żyjemy w czasach coraz intensywniejszej konkurencji i choć wiele jest jeszcze skansenów utrzymywanych z pieniedzy podatników, to bardziej zaczynają się (wreszcie!!) liczyć konkretne rezultaty. A o te, jak słusznie zauważyłeć w firmach praktykujących „management by a…… licking” coraz trudniej, bo dobrzy ludzie idą gdzieś indziej.
    3) i to jest w tym najgorsze: sporo ludzi interpretuje wszelkie objawy okazywania sympatii i szacunku przełożonym jako, jak to określiłeś, „lizodupstwo”. Tak nazywają to co prawda przeważnie przeważnie ci, którzy z racji rozpowszechnionego smutnego wychowania w dzieciństwie nie są do takich spontanicznych wyrazów sympatii zdolni, niemniej powoduje to wytworzenie swojego rodzaju presji społecznej na bycie w stosunku do innych zdystansowanym, obojętnym człowiekiem. Brrr…

    Wracając do Twojej sprawy lenistwa, to mgliście przypominam sobie, że gdzieś u mnie w Berlinie leży sobie na półce książka o tytule (moje wolne tłumaczenie) „Lenistwo to połowa sukcesu”. Jeśli znasz niemiecki a mnie uda się po przeprowadzce tę książkę znaleźć to służe uprzejmie. Musiałbyś tylko chwilkę poczekać, aż znad Wisły wrócę nad Szprewę.

  • Janusz

    Smutne że ksiązki tego autora tak popularne w latach 70-tych teraz nie są na czasie. Przecież one opisują to co dzieje się obecnie w naszej polityce. Zastanówcie się iluż to z obecnej rządzącej osiągnęło juz swój szczebel niekompetencji a mimo to nadal są u sterów.
    Miki

  • Janusz

    Smutne że ksiązki tego autora tak popularne w latach 70-tych teraz nie są na czasie. Przecież one opisują to co dzieje się obecnie w naszej polityce. Zastanówcie się iluż to z obecnej rządzącej osiągnęło juz swój szczebel niekompetencji a mimo to nadal są u sterów.
    Miki