Jeśli szukasz recenzji książki, to zajrzyj tutaj: „Harry Potter i czara ognia„. Dziś będzie o filmie, na który wybraliśmy się z Patrycją w sobotę.
Może jednak najpierw kawałek o książce :) Ze wszystkich Potterów, które dotychczas ukazały się w Polsce, właśnie Harry Potter i czara ognia ma — moim zdaniem — najciekawszą fabułę. Jest już wystarczająco mroczna, aby wciągnąć nie tylko nastolatków, a jednocześnie pełna przygód. Doskonale nadaje się do sfilmowania — wystarczy dokładnie opisać akcję, napakować efektami specjalnymi i hit mamy gotowy.
I tak — moim zdaniem — potraktowano ekranizację. Mnóstwo uproszczeń, skupienie się na najbardziej „efekciarskich” momentach, reszta „po łebkach”. Trzeba oddać twórcom sprawiedliwość — kolejne tomy Harry’ego Pottera są coraz grubsze i nie da się upchnąć wszystkiego w 2-godzinnym filmie. Ale mogli postarać się lepiej…
Siłą rzeczy porównuję Czarę ognia z jej poprzednikiem, Więźniem Azkabanu i porównanie to wypada niezmiennie na korzyść trzeciej części, nakręconej przez Cuarona. Tam rzeczywiście czuć było atmosferę podejrzeń, mroczności. Film Newella to fajerwerk wizualny, ale napięcie „gdzieś pomiędzy” się po prostu gubi.
Nie znaczy to oczywiście, że źle się bawiłem. Wprost przeciwnie — to najbardziej „komediowa” część przygód młodego czarodzieja, uśmiałem się do rozpuku. Szkoda, że cały ten humor upakowano w jednej, środkowej części filmu — przydałby się do rozładowywania atmosfery również w innych miejscach.
Zachwyca za to Ralph Fiennes jako odrodzony Lord Voldemort. Pomimo tego, że gra tylko kilkanaście ostatnich minut, budzi przerażenie jak nikt do tej pory. Doskonały wybór :)
Ogólnie: spodziewałem się czegoś mroczniejszego — książki z każdym tytułem są coraz bardziej przerażające — ale nie znaczy to wcale, że źle się bawiłem. Filmowi na pewno brakuje klimatu, który udało się osiągnąć Cuaronowi w poprzedniej części, ale zarówno miłośnicy młodego czarodzieja, jak i wielbiciele efektów specjalnych znajdą coś dla siebie :)



