Dziś będzie rocznicowa recenzja doskonałego filmu: „V for Vendetta”. Dlaczego rocznicowa? Tytułowa data 5 listopada gra tutaj bardzo ważną rolę… A film jest o… braku tolerancji i straszeniu społeczeństwa, co prowadzi do strasznego totalitaryzmu. Bardzo na czasie.
„V for Vendetta” to adaptacja komiksu autorstwa Alana Moore’a, jednego z najlepszych komiksowych scenarzystów naszych czasów (stawiam go w jednym rzędzie z Frankiem Millerem). Oryginalnie publikowany jako strip w brytyjskim magazynie Warrior swój pełny kształt uzyskał dzięki firmie DC Comics i ich serii wydawnictw dla dorosłych Vertigo.
Trochę o komiksie, a potem przejdziemy do filmu, ok? Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości w totalitarnej Wielkiej Brytanii. Kiedy komiks publikowano (połowa lat osiemdziesiątych), niedaleką przyszłością był koniec XX wieku. Film powstał w roku 2005, więc „niedaleka przyszłość” przesunęła się troszkę dalej…
Totalitarna Wielka Brytania przypomina bardzo mroczne wizje przedstawione w Roku 1984 Orwella — godzina policyjna, centralny system telewizji, monitorowanie obywateli, patrole policyjne (i „obywatelskie”), wszechobecna i wszechwładna bezpieka. To wszystko jest następstwem małej wojny nuklearnej, która zniszczyła większość Europy. Wielka Brytania pozostała neutralna, więc wyszła z niej bez szwanku. Jednak na bazie lęków społeczeństwa, obawy przed nuklearną zagładą, władze zbudowały swoją pozycję, która nie ma nic wspólnego z demokracją.
W takim państwie spotykamy Evey Hammond (Natalie Portman), która wychodzi z domu po godzinie policyjnej i ma nieszczęście natknąć się na „cywilny patrol” (tzw. fingermen — niczym nasze dawne ZOMO). „Funkcjonariusze” chcą ją zgwałcić, a dziewczynę ratuje nieznajomy przebrany w czerwony kostium i maskę Guya Fawkesa.
Tło historyczne: Guy Fawkes to człowiek, który 5 listopada 1605 roku próbował wysadzić brytyjski parlament (próba zabójstwa króla Jerzego VI), jednak spisek (znany jako Gunpowder Plot) został odkryty i życie Guya zakończył proces, oskarżenie o zdradę stanu i egzekucja.
Przebrany mściciel zabiera Evey na dach budynku, gdzie dziewczyna jest świadkiem wysadzenia parlamentu. V (tak nazywa siebie przebrany nieznajomy) tłumaczy dziewczynie, że próbuje stworzyć chaos, aby obywatele przebudzili się z letargu, w który wpędziła ich władza.
Następnym wyczynem V jest przejęcie na chwilę budynku telewizji, skąd nadaje płomienne przemówienie do obywateli, obiecując im zakończenie swojej terrorystyczno-anarchistycznej akcji w kolejną Noc Guya Fawkesa, w kolejny 5 listopada.
Władze Wielkiej Brytanii, dowodzone przez Adama J. Susan, robią wszystko, by odnaleźć V i powstrzymać go przed sianiem anarchii. Do śledztwa zostaje przydzielony detektyw Eric Finch, który powoli odkrywa straszną prawdę — nie tylko o tym, kim jest V, ale także o tym, czego dopuścił się Susan by dorwać się do władzy.
Zarówno komiks, jak i film na nim oparty, mają sporo zaskakujących zwrotów akcji, więc nie będę opisywał całej fabuły. Jednak nie zwroty akcji są najważniejsze. Siłą filmu są doskonałe dialogi (przemówienie V w telewizji naprawdę jest porywające, a jego pierwszy monolog to iście teatralny styl) oraz bardzo dokładne przedstawienie procesu, w którym demokracja zmienia się małymi kroczkami w totalitaryzm. Historia dziewczyny zamkniętej w więzieniu za to, że jest lesbijką (brzmi znajomo?), straszenie społeczeństwa wyimaginowanym układem (brzmi znajomo?), powolne zamykanie wolnych mediów… Ludzie zgadzający się na zabranie im kawałka wolności w zamian za poczucie bezpieczeństwa (realne lub nie), którzy po pewnym czasie budzą się w państwie rządzonym przez reżim policyjny…
Film jest doskonale zrealizowany — V jest postacią bardzo dramatyczną (w teatralnym sensie tego słowa) i tak też wygląda w filmie, proces „przebudzenia sumienia” Evey jest przekonująco zagrany, a akcja jest wartka. Nie zdradzę Wam wszystkich szczegółów, ale naprawdę go polecam. Zwłaszcza, przed wyborami samorządowymi ;)
A zdanie „Remember, remember the fifth of November” będzie Wasz prześladować jeszcze długo :)




Pingback: paweltkaczyk.midea.pl: Remember, remember the fifth of November | Paweł Tkaczyk | flaker.pl