Erik Spiekermann jest dla projektantów graficznych tym, kim jest np. Steve Jobs dla fanatyków Macintoshy, czy Stanisław Lem dla miłośników rodzimej science-fiction. Jest bogiem — żyjącym wśród nas, chodzącym, cielesnym, ale jednak bogiem. Czytamy o nim w gazetach, jesteśmy świadomi jego istnienia, jednak możemy go podziwiać tylko z daleka.
Wykłady Erika Spiekermanna gormadzą niezmiennie tłumy jego wielbicieli (sam jestem jednym z nich), którzy są gotowi na stojąco, w przeciągu słuchać o trendach w dizajnie. Tekst Erika Spiekermanna jest gwarancją, że publikacja się sprzeda, a przede wszystkim zdobędzie rozgłos.
List od Erika Spiekermanna leży właśnie w mojej skrzynce :-) Poprosiłem go o coś parę dni temu. Nie liczyłem, że odpowie (to tak jak pisać maila do Billa Gatesa), ale… co miałem do stracenia? Nie tylko odpowiedział. Zgodził się :-)
Na razie nic więcej nie powiem, ale to będzie COŚ ;-)



