W tym tygodniu dzielę mój dzień po połowie pomiędzy szkolenie w IT Media (od 9 do 17) a pracę dla firmy. I mam dysonans…
Dysonans pomiędzy tym, co mówię rano, a tym, co słyszę po południu. Rano staram się przekazać ludziom, że identyfikacja wizualna jest bardzo ważną rzeczą dla firmy, należy ją przemyśleć dogłębnie, przeanalizować zanim postawi się w ogóle pierwszą kreskę przy projekcie logo. Mówię, że trzeba rozpoznać wartości, jakie firma chce przekazywać swoim wizerunkiem, prześledzić otoczenie, w jakim się znajduje. Potem dopiero usiąść do projektu.
W odpowiedzi słyszę: „u nas w firmie czasem trzeba trzy projekty w godzinę zrobić, nikt się nie lituje”. „To nie tak” — mówię — „nie tędy droga. Mniej projektów, ale za to bardziej przemyślane. To jest recepta na sukces.”
Wieczorem odbieram oferty od Klientów. „Jesteśmy zainteresowani pełną identyfikacją, proszę na jutro przygotować na próbę trzy projekty logo, żebyśmy mogli ocenić wasz styl”. Odmówiłem. Zresztą po raz kolejny w tym tygodniu.
Regularnie odsyłam Klientów tutaj. Ale czy to nie walka z wiatrakami?



