We Want Apple Poland to ciekawa inicjatywa. Na stronie wywiązała się również interesująca dyskusja, do której chciałbym tu wtrącić moje trzy grosze…
Na stronę pierwszy raz natknąłem się wczoraj w… salonie Apple we Wrocławiu :) Dokładałem pamięć do mojego maczka i podczas czekania grzebałem sobie w makowych stronach (na 17-calowym MBP ;)).
Zacznijmy od tego: co dałaby nam obecność Apple w Polsce?
Jeśli chodzi o ceny, raczej niewiele. Ceny naszych maków są porównywalne do cen w UE, a różnicę można zwalić na inne stawki VAT np. w Niemczech i Polsce. Niestety, z tymi lamentami powinniśmy się zwracać do rządu, a nie do Apple… Pewnie, że rozsądna polityka cenowa podniosłaby sprzedaż w Polsce (opłacałoby się kupić sprzęt czy soft u nas, a nie w USA), ale to akurat nie jest wyłączna odpowiedzialność Apple…
Co zatem? Przede wszystkim globalne Apple Care. Pojawienie się artykułu o wymianie baterii w bazie wiedzy na apple.com sprawiałoby, że automatycznie możemy być pewni, że nasza bateria zostanie wymieniona. W tej chwili musimy pytać SAD, czy aby to uznają. Akurat tutaj mam pozytywne doświadczenia (moją baterię panowie w salonie wymienili od ręki i bez problemów), ale pewnie nie ze wszystkim jest tak różowo…
Apple w Polsce mogłoby oznaczać również pojawienie się oficjalnej polskiej lokalizacji systemu — takiej, która nie blokowałaby Software Update i która miałaby wsparcie bezpośrednio na stronach Apple. Tutaj firma z Cupertino mogłaby się sporo nauczyć od Microsoftu. Co by nie mówić o Windows, polska lokalizacja, polski Windows Update i inne usługi są zrobione wzorowo. Dopóki nie doczekamy się podobnego poziomu usług od Apple, nie ma sensu wciskanie pięknego i prostego w obsłudze iMaca np. mojej babci, która z angielskim interfejsem (w systemie, czy na stronie internetowej) sobie po prostu nie poradzi.
Oficjalne zwrócenie się na polski rynek oznaczałoby — przynajmniej dla mnie — bardziej kompletne „Apple experience” jeśli chodzi o wsparcie dla aplikacji iLife. O ściąganiu muzyki z iTunes napisałem już wiele razy (choć należy oddać sprawiedliwość Apple — to wielkie koncerny muzyczne postrzegają Polskę jako zagłębie piractwa i nie są chętne do wejścia do nas), ale np. chciałbym mieć możliwość zamówienia odbitek czy wydrukowanego albumu bezpośrednio z iPhoto. Wymaga to nieco wysiłku, podpisania umów o współpracę i… dostosowania samego iPhoto. Dalej, chciałbym mieć polski interfejs w moich usługach .Mac — co mi po polonizacji iWeb, kiedy do publikacji muszę przedzierać się przez anglojęzyczne komunikaty na stronach? Po co komu poczta przez przeglądarkę, która wygląda dokładnie jak Mac, ale w komputerze komunikuje się ze mną po polsku, a na stronie już po angielsku? Kolejny kamyczek do „Apple experience”. Dopiero mając to wszystko razem z polskim systemem możemy brać się za przekonywanie ludzi do kupowania Maków.
Właśnie. W dyskusji na stronie wewantapplepoland.com pojawia się argument, że Apple nie wchodzi do Polski, bo sprzedajemy za mało komputerów. Argument — moim zdaniem — chybiony. Ze wszystkich firm na świecie właśnie Apple wie najlepiej, że rynek się tworzy. Na amerykańskim rynku w 2000 roku nie sprzedał się ani jeden iPod (głównie dlatego, że Jobs pokazał go po raz pierwszy pod koniec 2001 roku ;)). Czy to oznacza, że rynek nie był wart zdobywania? Zatem Apple Poland nie ma pojawić się w Polsce, aby zbierać żniwa i sprzedawać tysiące komputerów. Ma przygotować grunt, zapewnić wsparcie, udoskonalić „Apple experience”, stworzyć rynek, rozreklamować produkty a dopiero w tych warunkach może zacząć sprzedawać komputery. Microsoft i producenci pecetów wydają fortunę każdego roku, aby utrzymać świadomość ich produktów. Kiedy ostatni raz widziałeś w prasie (nie-makowej) reklamę Apple? Mnie też ciężko sobie przypomnieć…
Nie jestem idealistą. Nie chcę, aby produkt pokazany w San Francisco pojawił się w Polsce następnego dnia. Apple jest amerykańską firmą i o ten rynek dba przede wszystkim. Chciałbym jednak wiedzieć, że produkt ten pojawi się na pewno (na takich samych warunkach, jak opisano na apple.com) i będzie dostosowany do polskich realiów. Microsoft wygryzł swoich biurowych konkurentów (lepszego technicznie WordPerfecta czy pierwszego na rynku Lotusa 123) właśnie doskonale zrobioną polonizacją produktów (i usług towarzyszących!). Przez wiele lat na rynku programów graficznych królował CorelDRAW! (wtedy tak właśnie pisany), bo jako jedyny oferował polski interfejs i — nieudolnie zrobione, ale jedyne na rynku — polskie fonty. Być może pierwsze polonizacje nie były doskonałe (wordowskie tłumaczenie „column” jako „kolumna” a nie „łam” zrobiło sporą krzywdę językowi, corelowskie fonty do dziś jeszcze straszą nieudolnymi ogonkami w niektórych firmach), ale były i zdobyły rynek. Bo tylko tak można go zdobyć.
Wierzę, że Apple potrafi zrobić to lepiej (może nie od razu doskonale, ale na pewno lepiej). I czekam…



