Kilka tygodni temu dostałem list od agecji marketingowej Streetcom z pytaniem, czy chciałbym wziąć udział w testach nowego telefonu Motoroli. Mile połechtało to moją dumę (zwracano się do mnie per „ekspert” ;)), więc oczywiście się zgodziłem. Nie minęło wiele czasu i na moim biurku wylądowała paczka z nowiutką zabawką ze stajni Motorola — Motorola SLVR. Oto więc recenzja.
Na początek może małe wprowadzenie kontekstowe. Co prawda Motorola to był mój pierwszy telefon (w czasach, kiedy rozmiary komórek były porównywalne do średniej wielkości pustaka), ale potem byłem wiernym użytkownikiem fińskich Nokii (z małą przerwą na SonyEricssona, nie wspominajmy o tym, dobrze?). Mam więc dużo przyzwyczajeń, które miejscami utrudniały mi złapanie „w lot”, o co chodzi w obsłudze SLVR-a.
Po wyjęciu z pudełka…
…czyli tak zwane pierwsze wrażenie. Telefon jest mały i cienki — pierwszy rzut oka robi wrażenie. Nie wydaje się za to — w przeciwieństwie to malutkich modeli Nokii — „damskim telefonem”, przyciski są dość spore i naciskanie ich moim wielkim kciukiem nie stanowi problemu. Wyjątkiem jest specjalny przycisk tuż pod ekranem (z tego, co zdołałem się domyślić, jest to jakiś specjalny przycisk dla wszystkich telefonów Motorola ze specjalną ikonką — coś jak prawy przycisk myszy). Otóż przycisk ten jest wystający, plastikowy i zdecydowanie dla mnie za mały. Co prawda naciskam go, ale pewien dyskomfort pozostaje — dlaczego nie może być tak wielki jak wszystkie pozostałe? Prawdę mówiąc okazuje się, że nie jest on taki niezbędny — wszystkie funkcje można osiągnąć za pomocą innych guzików, ale „siedzą pod nim” przydatne skróty i większa ergonomia by nie zaszkodziła.
Zanim włączyłem telefon, włożyłem dołączoną w pudełku 256MB kartę pamięci. Całkiem sporo jak na taki mały telefonik, moja dotychczasowa Nokia 6670 ma tylko 64MB. Oprócz samej karty w pudełku był także adapter, który umożliwia odczyt karty bezpośrednio w pececie wyposażonym w czytnik SD. Adapter — moim zdaniem — zupełnie zbędny, bo telefon podłącza się do komputera przez standardowy kabel mini USB i można bez problemu odczytać dane. No, chyba, że telefon się rozbije ;) Wtedy adapter może się rzeczywiście przydać.
W ogóle użycie portu mini USB w SLVR to genialny pomysł, który daje mu sporą przewagę nad konkurencją. Ten sam port używany jest do ładowania telefonu (ładowarka z końcówką mini USB była w pudełku), dołączania akcesoriów (w pudełku były wysokiej jakości słuchawki) i podłączania telefonu do komputera. Dla mnie, użytkownika laptopa, możliwość włożenia do torby jednego kabla (do podłączenia zamiennie telefonu, przenośnego dysku twardego i aparatu cyfrowego) zamiast kilku to spora oszczędność. Zwłaszcza, że „w terenie” nie muszę również zabierać ładowarki — po podłączeniu telefonu do komputera ładowanie baterii odbywa się równocześnie z normalną pracą. Nokia i SE niech się uczą :)
Kolejną sprawą, która zaskoczyła mnie na pierwszy rzut oka jest ekran. Dużo jaśniejszy i bardziej wyraźny od tego, który mam w Nokii 6670. W połączeniu z wysokiej jakości głośnikiem wbudowanym w telefon, proces włączania Motoroli SLVR to spora przyjemność. Plus telefon startuje dużo szybciej, niż mój dotychczasowy (choć to może dlatego, że 6670 ma system Symbian, bootuje prawie jak Windows ;-))
Funkcje i zabawki
Motorola SLVR to drugi (po ROKR) model wyposażony w iTunes. Telefon umożliwia podłączenie do stacjonarnego komputera wyposażonego w iTunes i synchronizację playlisty oraz kupowanie muzyki w iTunes Music Store. Ograniczeniem jest możliwość umieszczenia w telefonie maksymalnie 100 utworów, ale to wszystko… tylko teoria. Jak wiadomo, w Polsce nie ma możliwości korzystania z iTMS, więc i w telefonie zabrakło klienta pozwalającego na bezproblemowe kopiowanie muzyki ze stacjonarnego iTunes. Zatem pomimo prób na kilku komputerach (pecetach), nie udało mi się zmusić iTunes do „zauważenia” Motoroli.
Nie znaczy to wcale, że SLVR nie nadaje się do odtwarzania cyfrowej muzyki. Wprost przeciwnie. W pudełku były wysokiej jakości słuchawki (oczywiście na mini USB, brawo!), a dołączona 256 MB karta pozwala na wrzucenie tam całkiem sporej ilości utworów. Z kolei w samym telefonie mamy dwa odtwarzacze multimedialne (jeden przeznaczony specjalnie dla SLVR, drugi napisany w Javie) i muszę powiedzieć, że jakość dźwięku jest powalająca. Moja Nokia kuli się ze wstydu :) Co więcej, pomimo braku oprogramowania iTunes, wbudowany player bez problemu radzi sobie zarówno z plikami MP3 jak i M4A. I muszę przyznać, że różnicę jakościową pomiędzy MP3 i M4A rzeczywiście słychać (na korzyść tego ostatniego).
Jedynym więc moim „utyskiwaniem” jest konieczność ręcznego kopiowania plików na kartę. Oczywiście jest dołączone oprogramowanie, które to w znacznym stopniu ułatwia, ale zawsze muszę uruchomić osobny program, a wolałbym klikać w ikonę w iTunes.
Telefon oczywiście jest wyposażony w aparat cyfrowy (który z szanujących się modeli teraz nie jest?) umożliwiający pstrykanie w rozdzielczości VGA. Tu znowu pochwała Motoroli względem Nokii 6670 — zdjęcia są wyraźnie lepsze. Nie ma się oczywiście co spodziewać cudów po takim pstrykaczu, ale zdjęcie białych kozaczków można już trzasnąć ;)
Mamy również możliwość nakręcania krótkich filmików i wysyłania ich jako MMS-y. Dla lubiących tego typu „bajery” jak znalazł, mnie to nie kręci…
Co mnie zatem kręci? Możliwość podłączenia do Internetu. Tu Motorola SLVR nie odstaje od konkurencji, jest wyposażona w przeglądarkę WAP 2.0 i GPRS (nie ma EDGE, ale kto dziś może z tego korzystać?), więc pozwala na w miarę sprawne korzystanie z Sieci. Oczywiście „w miarę sprawne” można zamienić na „sprawne” poprzez instalację Opery Mini (co też natychmiast uczyniłem). Przeglądarka jest dostępna za darmo, a wersja dla SLVR oferuje nawet jakieś dodatkowe funkcje. Żyć nie umierać.
Do Internetu można również podłączyć laptopa czy inny komputer — z wbudowanego w SLVR modemu możemy korzystać zarówno przy połączeniu kablowym (mini USB) jak i Bluetooth. Sam Bluetooth jest w SLVR domyślnie wyłączony, co uważam za bardzo dobre ustawienie. Można go włączyć na 60 sekund, aby „dać się znaleźć” (potem działa już tak długo, jak jest potrzebny), ale w czasie normalnej pracy nie obciąża baterii no i nie stwarza zagrożenia bezpieczeństwa. Kolejny plus dla Motoroli.
Oprogramowanie
Dołączone do telefonu oprogramowanie pozwala na zrobienie kopii zapasowej telefonu, synchronizację książki adresowej i kalendarza z Outlookiem oraz na zarządzanie cyfrowymi danymi na karcie. Mamy więc edytor MMS-ów (całkiem sprytny, można zrobić pokaz slajdów z obrazami i dźwiękiem), bibliotekę multimedialną (do zgrywania piosenek z peceta na telefon) czy edytor SMS. Jest wszystko, co potrzebne, nie ma nic zbędnego, nie ma żadnych „wodotrysków”. Nie wszystkim może przypaść do gustu interfejs, ale muszę przyznać, że jest intuicyjny — bez żadnego zagłębiania się w instrukcję byłem w stanie z niego korzystać.
Dodatkowe oprogramowanie w Internecie to inna sprawa. Tutaj przewaga Nokii i jej Software Store jest dość spora. Próba kliknięcia w Katalog plików do pobrania na stronie SLVR niejednokrotnie kończy się błędem 404. Tak naprawdę na stronie polskiej Motoroli nie udało mi się znaleźć jakiegoś sensownego repozytorium oprogramowania. Jeśli ktoś zna działający link, będę bardzo wdzięczny. Znalazłem co prawda dużo softu w różnych miejscach Sieci, ale centralne miejsce, do którego mogliby wędrować użytkownicy SLVR bardzo by się przydało.
Podsumowanie
Motorola SLVR to zdecydowanie stylowy telefon. Wygląd, wyświetlacz i rewelacyjny dźwięk czynią z niego doskonały wybór dla wszystkich fanów przenośnej cyfrowej muzyki. Dodatki — jak Internet, aparat czy Java — oczywiście są, ale nie wyróżniają SLVR-a na tle innych tak bardzo jak właśnie jego „muzyczność”.
Niedopracowania na stronie producenta można zrzucić na to, że telefon jest nowy (choć nie jest to żadne usprawiedliwienie, niedociągnięcia trzeba poprawić) — w tej chwili nie oferuje go jeszcze chyba żadna z naszych sieci. A warto się mu przyjrzeć — nie miałem w rękach jego bezpośredniego konkurenta, SE Walkmana, ale sądzę, że przy tej ilości funkcji i „bajerów” znajdzie sporo wielbicieli :)



